Czy można dostać „alimenty” na zwierzę?

Poniższe opracowanie zostało sporządzone jako porada na potrzeby postępowania rozwodowego. Stan faktyczny: Mężczyzna pozostawił żonę, pozostawiając pod jej opieką kilka psów, wymagających stałej opieki. Kwestie rozważane w pytaniu zadanym przez osobę, która zwróciła się z prośbą o wyrażenie opinii:

  • Czy pozostawienie zwierząt pod opieką osoby wbrew woli tej osoby jest porzuceniem?

  • Czy możliwe jest orzeczenie świadczeń alimentacyjnych na zwierzęta?

Przy okazji sformułowano dość ostrożną tezę o pewnym pokrewieństwie relacji właściciel – zwierzę oraz więzi prawnorodzinnej; charakter prawny zobowiązań wynikających z obu stosunków prawnych jest podobny, przy zachowaniu odmienności wynikających z zasady, iż zwierzęta – mimo poczynionej w systemie prawa polskiego dereifikacji – nie mają podmiotowości prawnej.

Porzucenie zwierząt jest zabronione przepisami Ustawy z dn. 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt; zachowanie takie stypizowane jest w art. 6 ust. 2 pkt pkt 11 jako znęcanie się nad zwierzętami:

Art. 6.(…)2.Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień, a w szczególności:

(…)11) porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje;

Do wskazanego przepisu odsyła przepis karny art. 35 ust. 1a ww. ustawy, przesądzający, że zachowanie polegające na porzuceniu zwierzęcia jest zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności, karą grzywny lub ograniczenia wolności.

Dla bytu wskazanego czynu zabronionego nie jest istotne wykazanie, czy w następstwie działania sprawcy zwierzę odniosło ból lub cierpienie, ponieważ już sam ustawodawca o tym przesądził (por. wyrok SN z dnia 16 listopada 2009 r., sygn. akt V KK 187/09, s. 13).

Pojawia się natomiast trudność w interpretacji pojęcia porzucenia zwierzęcia i jak miałaby wyglądać czynność sprawcza, aby można mówić o porzuceniu w sensie ścisłym. Problematyczne jest w szczególności stwierdzenie, czy wystarczy odnieść się do rozumienia porzucenia w sensie cywilistycznym (jako jednostronnej czynności prawnej podjętej w zamiarze wyzbycia się własności), czy może raczej oprzeć się na wykładni analogicznej do art. 210 § 1 Kodeksu karnego:

Kto wbrew obowiązkowi troszczenia się o małoletniego poniżej lat 15 albo o osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny osobę tę porzuca, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Orzecznictwo dotyczące wskazanego przepisu karnego sugeruje, iż porzuceniem nie jest np. pozostawienie dziecka w szpitalu i następnie nieodebranie go przez rodziców, ponieważ może ono uzyskać natychmiastową opiekę.

Jeśli przyjąć, że do kwestii nieuregulowanych Ustawą o ochronie zwierząt należy stosować odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy, można argumentować, że porzuceniem zwierzęcia jest również np. świadome i dobrowolne pozostawienie go w schronisku (i każde inne zachowanie, które zmierza do wyzbycia się własności zwierzęcia).

Wskazać należy, że zagadnienie to swego czasu rozpoznawał Sąd Okręgowy w Krakowie na gruncie sprawy, w której stan faktyczny przedstawiał się następująco: pewien mężczyzna oddał psa rasy jamnik do schroniska dla zwierząt. Twierdził, że pies się przybłąkał, nie zna właściciela i jest to zwierzę bezdomne, co wzbudziło podejrzenie pracowników schroniska, którzy zawiadomili organy ścigania. W toku procesu oskarżony wskazał, że przez długi czas poszukiwał osób, które mogłyby zająć się psem, natomiast motywacją dla jego zachowania był fakt, iż jego dziecko cierpiało na alergię. Sąd wskazał, że:

(…) poza zakresem art. 4, zawierającym wyjaśnienie niektórych pojęć użytych na gruncie ustawy o ochronie zwierząt, pozostawione zostało wyrażenie „porzucenie”, z czego można zasadnie wnioskować, że ustawodawca nie nadal mu szczególnego znaczenia, w szczególności zaś odmiennego od tego, które staje się możliwe do ustalenia jako rezultat zastosowania wykładni języka powszechnego. Nie od rzeczy będzie przeto przypomnienie, że „porzucenie” to rzeczownik utworzony od bezosobowej formy czasownika „porzucać” , który między innymi oznacza: „opuścić, zostawić kogoś, coś, rozstać się z kimś, czymś, odstąpić” (Słownik Języka Polskiego PWN pod redakcją naukową prof. M. Szymczaka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995 r., tom 2, str.796).

Podkreślić też warto, że w sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy, co wynika wprost z brzmienia art. 1 ust 2 omawianego aktu prawnego. W uwarunkowaniach niniejszej sprawy doniosłością odznacza się art. 180 kc, który stanowi, iż właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej poprzez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci. Dzieje się tak dlatego, gdyż ustawa o ochronie zwierząt nie zawiera przepisów cywilnoprawnych regulujących własność zwierząt, a zwłaszcza wypadki utraty tego prawa. Pozostawiając na uboczu sporne w doktrynie prawa cywilnego zagadnienie charakteru prawnego wyzbycia się własności rzeczy ruchomej poprzez porzucenie, odnotować wypada, że wymaga ono łącznego spełnienia dwóch przesłanek, a mianowicie faktycznej czynności pozostawienia rzeczy (rozstania się z nią) oraz wyrażenia zamiaru zrzeczenia się własności.

Powracając w realia rozpoznawanej sprawy skonstatować trzeba, że – w świetle racji wyartykułowanych we wcześniejszej części niniejszego uzasadnienia – wykluczona stała się akceptacyjna ocena Sądu odwoławczego dla zapatrywania skarżącego, jak też wyjaśnień oskarżonego, których wspólną cechą jest twierdzenie, jakoby pozostawienie psa w schronisku dla zwierząt samo z siebie nie stanowiło porzucenia zwierzęcia, a tym samym skutkowało zdekompletowaniem ustawowych znamion typu czynu zabronionego z art. 35 ust 1 a ustawy o ochronie zwierząt. Rzecz bowiem w tym, iż zarówno odwołanie się wyłącznie do dyrektywy języka powszechnego, jak również uzupełnienie jej o cywilistyczne ujęcie utraty prawa własności ruchomości poprzez porzucenie, doprowadziły Sąd Okręgowy do klarownej, aczkolwiek odmiennej (a wręcz przeciwnej) konkluzji. Otóż, przy ocenie czy konkretny przypadek rozstania się właściciela ze zwierzęciem może być kwalifikowany jako porzucenie (stanowiące ex lege przejaw znęcania się nad tą istotą żyjącą) relewantne znaczenie zyskuje jedynie fakt wyzbycia się posiadania zwierzęcia (niewątpliwy i zresztą niekwestionowany przez strony w uwarunkowaniach sprawy) oraz określony stosunek psychiczny człowieka do tej czynności zawierający w sobie chęć utraty własności zwierzęcia (ujawniony w wyjaśnieniach oskarżonego, a także potwierdzony uzewnętrznionymi przejawami jego działania). Natomiast okoliczności w jakich zwierzę zostało pozostawione przez dotychczasowego właściciela zachowują doniosłość w aspekcie (ewentualnego) wnioskowania co do zamiaru towarzyszącego tej osobie, jednakże dla bytu „porzucenia” obojętne jest czy do rozstania doszło w warunkach zapewniających zwierzęciu ochronę i opiekę (w tym ze strony jednostki powołanej specjalnie w tym celu), czy też nie. Z punktu widzenia prawnokarnego wartościowania owe okoliczności bez wątpienia rzutować będą również na ocenę stopnia społecznej szkodliwości (karygodności) czynu, a następczo – w układzie procesowym odznaczającym się wydaniem wyroku stwierdzającego winę – także na kwestię właściwego doboru środka reakcji prawnokarnej w związku z popełnieniem przestępstwa (do czego przyjdzie jeszcze wrócić w dalszym fragmencie uzasadnienia).

(Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie z dn. 21.08.2013 r., sygn. akt II Ka 356/13).

Jak widać, uzasadnienie wyroku wskazuje, że sąd zaakcentował aspekt cywilistyczny porzucenia, jako jednostronnej czynności prawnej, zmierzającej do wyzbycia się własności zwierzęcia. Nie sposób jednocześnie nie dostrzec, że konsekwentne posługiwanie się taką wykładnią rodzi istotne problemy. Skoro bowiem „(…) przy ocenie czy konkretny przypadek rozstania się właściciela ze zwierzęciem może być kwalifikowany jako porzucenie (…) relewantne znaczenie zyskuje jedynie fakt wyzbycia się posiadania zwierzęcia (…) oraz określony stosunek psychiczny człowieka do tej czynności zawierający w sobie chęć utraty własności zwierzęcia (…)”, to jak traktować w tej sytuacji wszelkiego rodzaju umowy darowizny, sprzedaży czy nawet (z pewnymi wyjątkami) adopcji zwierząt, skoro również zawierają one element wyzbycia się posiadania oraz utraty własności przez dotychczasowego właściciela?

Bardziej zatem zasadne jest opieranie wykładni art. 6 ust. 2 pkt 11 u.o.z. o reguły przyjęte na gruncie art. 210 § 1 Kodeksu karnego (porzucenie małoletniego lub osoby nieporadnej), a posługiwanie się cywilistycznym pojęciem „porzucenia” jedynie posiłkowo.

Na gruncie art. 210 § 1 kk Sąd Najwyższy sformułował następującą tezę:

„Porzucenie”, o którym mowa w art. 187 § 1 KK69 (obecnie art. 210 § 1 KK), oznacza działanie polegające na opuszczeniu dziecka lub osoby nieporadnej, połączone z zaprzestaniem troszczenia się o nią, bez zapewnienia jej opieki ze strony innych osób. Do istoty „porzucenia” należy więc pozostawienie osoby, nad którą miała być roztoczona opieka, własnemu losowi, przy czym chodzi tu nie tylko o zaniechanie sprawowania opieki nad osobą małoletnią lub nieporadną, lecz także o uniemożliwienie takiej osobie udzielenia natychmiastowego wsparcia. […]przez określenie „pozostawia” w rozumieniu art. 163 § 1 KK69 należy rozumieć opuszczenie osoby będącej w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, a także wstrzymanie się od działania na rzecz tej osoby przez osobę, która ma obowiązek troszczenia się o nią. Natomiast „porzucenie”, o którym mowa w art. 187 § 1 KK69 (obecnie art. 210 § 1 KK), oznacza działanie polegające na opuszczeniu dziecka lub osoby nieporadnej, połączone z zaprzestaniem troszczenia się o nią, bez zapewnienia jej opieki ze strony innych osób. Do istoty „porzucenia” należy więc pozostawienie osoby, nad którą miała być roztoczona opieka, własnemu losowi, przy czym chodzi tu nie tylko o zaniechanie sprawowania opieki nad osobą małoletnią lub nieporadną, lecz także o uniemożliwienie takiej osobie udzielenia natychmiastowego wsparcia. W pojęciu „porzucenia”, inaczej niż przy „pozostawieniu”, występuje również czynnik podmiotowy, wyrażający się brakiem zainteresowania się o los owej osoby, pozostawionej bez opieki.

(Uchwała SN z dnia 4 czerwca 2001 r., sygn. V KKN 94/99)

Należy pamiętać, że mamy do czynienia ze specyficzną więzią łączącą opiekuna i zwierzę; można nawet zaryzykować tezę, że relacja zwierzę – właściciel jest bliższa w swej istocie jakiejś formie więzi quasi – prawnorodzinnej, niż typowemu prawu własności. Oczywiście zwierzęta nie posiadają w sensie jurydycznym praw podmiotowych, natomiast na każdym opiekunie zwierzęcia ciążą obowiązki zbliżone w pewnym sensie do świadczeń alimentacyjnych, tj. obowiązek zapewnienia schronienia, pożywienia, właściwej opieki lekarskiej humanitarnego traktowania, wolności od niehumanitarnego traktowania etc. Warto zestawić ze sobą treść art. 1 ust. 1 Ustawy o ochronie zwierząt, który wskazuje:

Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę.

oraz art. 87 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:

Rodzice i dzieci są obowiązani do wzajemnego szacunku i wspierania się.

Wydaje się zatem, że pewnego rodzaju podobieństwo jest widoczne na pierwszy rzut oka.

W takim świetle zachowanie polegające na zaniechaniu opieki nad zwierzęciem wchodzącym w skład majątku wspólnego i opuszczeniu miejsca jego pobytu oraz odmowa świadczeń na jego utrzymanie wypełniałaby znamiona przestępstwa z art. 35 ust. 1a u.o.z. wyłącznie w sytuacji, gdyby inne osoby obowiązane do opieki nad zwierzęciem nie były obiektywnie w stanie mu tej opieki zapewnić, a sprawca musi taką okoliczność co najmniej przewidywać. Niewątpliwie natomiast podobne zachowanie jest rażąco sprzeczne z regułami współżycia społecznego.

Natomiast każdy opiekun zwierzęcia, który na skutek okoliczności leżących po stronie innego opiekuna został zmuszony do przejęcia wyłącznej pieczy nad takim zwierzęciem, ma pełne prawo domagania się od pozostałych właścicieli nakładów poniesionych na zapewnienie zwierzęciu właściwych warunków bytowania.

Warto przytoczyć tutaj treść następujących przepisów Kodeksu cywilnego:

Art. 200.

Każdy ze współwłaścicieli jest obowiązany do współdziałania w zarządzie rzeczą wspólną.

Art. 205.

Współwłaściciel sprawujący zarząd rzeczą wspólną może żądać od pozostałych współwłaścicieli wynagrodzenia odpowiadającego uzasadnionemu nakładowi jego pracy.

Art. 207.

Pożytki i inne przychody z rzeczy wspólnej przypadają współwłaścicielom w stosunku do wielkości udziałów; w takim samym stosunku współwłaściciele ponoszą wydatki i ciężary związane z rzeczą wspólną.

Powyższe przepisy znajdują jednak zastosowanie dla typowej współwłasności, natomiast w sytuacji gdy zwierzęta wchodzą w skład małżeńskiej wspólności majątkowej, właściwsze jest odniesienie do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:

Art. 36.

§ 1. Oboje małżonkowie są obowiązani współdziałać w zarządzie majątkiem wspólnym, w szczególności udzielać sobie wzajemnie informacji o stanie majątku wspólnego, o wykonywaniu zarządu majątkiem wspólnym i o zobowiązaniach obciążających majątek wspólny.

Art. 45.

§ 1. Każdy z małżonków powinien zwrócić wydatki i nakłady poczynione z majątku wspólnego na jego majątek osobisty, z wyjątkiem wydatków i nakładów koniecznych na przedmioty majątkowe przynoszące dochód. Może żądać zwrotu wydatków i nakładów, które poczynił ze swojego majątku osobistego na majątek wspólny. Nie można żądać zwrotu wydatków i nakładów zużytych w celu zaspokojenia potrzeb rodziny, chyba że zwiększyły wartość majątku w chwili ustania wspólności.

Wszystko oczywiście należy rozpatrywać zgodnie ze stanem faktycznym; jest to zależne od tego, jaki stosunek łączy współwłaścicieli. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nich ma prawny obowiązek utrzymania zwierzęcia i są również zobowiązani do porozumienia w tym zakresie.

Podkreślić jednakże należy, że chociaż prawo rodzinne nie wskazuje wprost możliwości wytoczenia na rzecz zwierząt powództwa alimentacyjnego (i takie powództwo byłoby wręcz niedopuszczalne, gdyż jest ono zależne od zdolności prawnej podmiotu – zwierzęta podmiotami prawa nie są i takiej zdolności nie posiadają), brak jest jakichkolwiek przeszkód, aby fakt sprawowania wyłącznej opieki nad zwierzętami był podstawą do świadczeń alimentacyjnych na rzecz małżonka, który nie został uznany wyłącznie winnym rozkładu pożycia. Zwierzęta, zwłaszcza domowe, stanowią z jednej strony składnik majątkowy (ale szczególnego rodzaju, bo wiążący się głównie z obciążeniami, nie zaś korzyściami w sensie ekonomicznym), lecz z drugiej strony, jak podniesiono wcześniej, na właścicielu ciąży szereg obowiązków wobec utrzymywanych zwierząt, jego swoboda rozporządzania zwierzęciem jest bardzo silnie ograniczona przez przepisy powszechnie obowiązującego prawa, a dodatkowo wartość utrzymywanego zwierzęcia domowego jest w pierwszej kolejności emocjonalna, nie zaś ekonomiczna. Zbycie, choćby i odpłatne zwierzęcia domowego nie jest tym samym, co zbycie jakiegokolwiek innego składnika majątkowego. Również pobieranie ze zwierząt pożytków ma swoje wyraźne ograniczenia. Niedopuszczalne zatem wydaje się traktowania nabycia pełnej własności zwierząt jako typowego przysporzenia majątkowego, uzasadniającego zmniejszenie świadczeń alimentacyjnych, podstawy do potrącenia roszczeń wzajemnych oraz jakiegokolwiek miarkowania należnych świadczeń na niekorzyść uprawnionego. Innymi słowy, posiadanie zwierząt domowych jest głównie obowiązkiem, a nie korzyścią majątkową.

Biorąc powyższe pod uwagę, należy jednoznacznie przesądzić, że okoliczność utrzymywania zwierząt domowych pozostających dotychczas pod wspólną opieką małżonków zalicza się do usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego do świadczeń alimentacyjnych w myśl art. 60 § 1 k.r.o. i zdecydowanie winna wpływać na wysokość świadczeń alimentacyjnych po rozwiązaniu małżeństwa. Stopień owych usprawiedliwionych potrzeb z tego tytułu powinien zostać ustalony w sposób obiektywny, uwzględniający ilość, gatunek, rasę, wiek a także stan zdrowia zwierzęcia.

Należy stanowczo podkreślić, że nie można mówić w żadnym wypadku o „alimentach” na psa czy kota. Zwierzęta nie są podmiotami prawa i nie mogą być traktowane jako uprawnione do świadczeń rodzinnoprawnych. Jednakże, osoba, która w wyniku rozstania (rozwodu, separacji) staje się zmuszona do utrzymywania zwierząt, które do tej pory były chowane wspólnie, może domagać się od dotychczasowego partnera odpowiednio zwiększonych świadczeń o charakterze alimentacyjnym, uwzględniających potrzeby tychże zwierząt. Warto mieć na uwadze, że koszty utrzymania zwierząt czasami potrafią być spore – wyobraźmy sobie np. konia czystej krwi arabskiej, który wymaga intensywnej pielęgnacji, opieki lekarza weterynarii, jak również treningu. Nie można zatem twierdzić, że kwestie poruszone w niniejszym opracowaniu nie mają prawnej doniosłości, choć sytuacje, w których mają one znaczenie, mogą wydawać się sporadyczne.

adw. Piotr Piotrowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *