Dzisiaj Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił o nieuwzględnieniu wniosku Komisji Śledczej do zbadania legalności, prawidłowości oraz celowości czynności operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych m.in. z wykorzystaniem oprogramowania Pegasus o ukaranie Zbigniewa Ziobry karą porządkową 30 dni aresztu w związku z jego niestawiennictwem na posiedzeniach Komisji.
Sprawa jest pokłosiem faktu, iż Zbigniew Ziobro kilkukrotnie ignorował wezwania na posiedzenia komisji, natomiast skończyło się to zarządzeniem przez sąd jego zatrzymania i doprowadzenia na posiedzenie Komisji w dniu 31.03.2025 r. Sekwencja wydarzeń była taka, że Policja bezskutecznie poszukiwała Z. Ziobry w miejscu jego zamieszkania, po czym zatrzymała go po wyjściu z siedziby TV Republika o godzinie 10:34. W tym samym czasie Komisja już obradowała – o 10:39 przewodnicząca Komisji złożyła wniosek o skierowanie do SO w Warszawie wniosku o ukaranie polityka karą 30 dni aresztu. O 10:50 Komisja zakończyła posiedzenie, a chwilę później Zbigniew Ziobro został doprowadzony pod salę, w której się odbywało.
Z informacji udzielonych mediom przez rzeczniczkę SO w Warszawie wynika, że sąd zweryfikował u Policji i Straży Marszałkowskiej, czy członkowie Komisji mieli wiedzę na temat zatrzymania Zbigniewa Ziobry i okazało się, że byli o tym fakcie informowani w trakcie posiedzenia.
Jak to zatem wygląda w przepisach? Możliwość ukarania niesumiennego świadka (bądź każdej innej osoby, wzywanej przez sejmową komisję śledczą – np. biegłego), przewiduje art. 12 Ustawy o sejmowej komisji śledczej:
1. W przypadku gdy osoba, o której mowa w art. 11 obowiązek stawiennictwa na wezwanie komisji, ust. 1, bez usprawiedliwienia nie stawi się na wezwanie komisji, bez zezwolenia komisji wydali się z miejsca czynności przed jej zakończeniem albo bezpodstawnie uchyli się od złożenia zeznań lub złożenia przyrzeczenia, komisja może zwrócić się do Sądu Okręgowego w Warszawie z wnioskiem o zastosowanie kary porządkowej. 2. Do postępowania w przedmiocie rozpatrzenia wniosku, o którym mowa w ust. 1, oraz wykonania orzeczonej kary porządkowej stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego i Kodeksu karnego wykonawczego. 3. Komisji przysługuje zażalenie na odmowę zastosowania kary porządkowej. Do postępowania w sprawie zażalenia stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego.
Czyli innymi słowy, ustawa odsyła do procedury karnej. Mowa tu o przepisach art. 285-289 kpk, które przewidują 3 rodzaje kar porządkowych: grzywnę w wysokości do 3000 zł, zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie oraz aresztowanie na okres do 30 dni. Oczywiście, w tym przypadku w grę wchodziły również regulacje Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora – a w szczególności art. 10, który zakazuje zatrzymania lub aresztowania posła bez uprzedniej zgody Sejmu (chyba, że taka osoba została złapana na gorącym uczynku przestępstwa). Nie jest możliwe zastosowanie ani zatrzymania i przymusowego doprowadzenia, ani aresztowania posła lub senatora bez pozytywnego rozpoznania przez Sejm lub Senat wniosku o zgodę na takie działanie, przy czym należy też mieć na uwadze, że uchwała właściwej izby może dotyczyć jedynie konkretnych czynów, opisanych we wniosku. Nie da się zatem “uchylić immunitetu” czy to formalnego, czy materialnego – on nadal obowiązuje, jedynie możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności danej osoby (lub użycie środków przymusu) w związku z dostatecznie zindywidualizowanym zdarzeniem – przestępstwem, uporczywym niestawiennictwem w charakterze świadka itp.
Co też zatem zdarzyło się w sprawie Zbigniewa Ziobry? Sąd doszedł do wniosku, iż skoro został on przymusowo doprowadzony przed Komisję, która miała wiadomość o jego zatrzymaniu, to faktycznie się stawił i nie ma przesłanek do stosowania aresztu. Nadmienić należy, że taki rezultat był możliwy do przewidzenia; istotą kar porządkowych nie jest bowiem uczenie kogokolwiek dyscypliny czy kultury, lecz umożliwienie przeprowadzenia konkretnej czynności postępowania. Dowodzą tego choćby art. 286 kpk: Karę pieniężną należy uchylić, jeżeli ukarany dostatecznie usprawiedliwi swe niestawiennictwo lub samowolne oddalenie się. Usprawiedliwienie może nastąpić w ciągu tygodnia od daty doręczenia postanowienia wymierzającego karę pieniężną., a także art. 287 § 3 kpk: Aresztowanie należy uchylić, jeżeli osoba aresztowana spełni obowiązek albo postępowanie przygotowawcze lub postępowanie w danej instancji ukończono.
Co więcej, art. 287 § 2 kpk wprost stanowi, że areszt może być zastosowany tylko w sytuacji, gdy zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie nie jest wystarczające. Skoro zatem Komisja – posiadając wiedzę, że Zbigniew Ziobro jest w drodze – postanowiła zamknąć posiedzenie, to poniekąd sama uniemożliwiła mu udział w przesłuchaniu.
Przykrym aspektem całej sytuacji jest również to, że uprzednio Komisja wnioskowała do Sądu Okręgowego w Warszawie o zgodę na zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie posła, zaś kiedy już był konwojowany, postanowiono jak najszybciej zamknąć posiedzenie, by powstał pretekst do ukarania go aresztem. Jest to przykład instrumentalnego traktowania zarówno sądu, jak i procedury karnej, a dodatkowo jeszcze ośmieszono Policję. W tym świetle dzisiejsze postanowienie winno mieć też walor dyscyplinujący dla członków Komisji.
Kontynuując niejako wpis z wczoraj, pomyślałem, że warto może również podzielić się pewnymi uwagami na temat zdarzenia, które stało się przyczyną knajackiego zachowania Jacka Ozdoby, czyli przesłuchania śp. Barbary Skrzypek. W przestrzeni publicznej krąży wiele mitów na temat tego, jak powinna wyglądać czynność przesłuchania, co w tej sprawie zrobiono nie tak, jak należy, więc może podzielę się własnymi doświadczeniami.
1. W przesłuchaniu nie uczestniczył protokolant
Wiele razy uczestniczyłem w przesłuchaniach w trakcie postępowania przygotowawczego, zarówno w prokuraturze, jak i na policji, dosłownie nigdy nie widziałem, by prowadzący czynność korzystał z pomocy protokolanta.
Art. 144 Kodeksu postępowania karnego wskazuje, że obecność protokolanta jest niezbędna wyłącznie w przypadku protokołowania rozprawy, natomiast protokół z innych czynności postępowania może zostać sporządzony albo przez prowadzącego czynność, albo przez inną osobę, która została w tym celu przybrana. Jasne tymczasem jest, że nikt nie będzie tego robić za darmo, a nie każdy prokurator może liczyć na to, że przydzieli mu się asystenta, bo tylu etatów w prokuraturze zwyczajnie nie ma.
2. Czynność przesłuchania nie była rejestrowana z urzędu/nikt nie złożył wniosku o rejestrację
Art. 147 § 1 kpk: Przebieg czynności protokołowanych może być utrwalony ponadto za pomocą urządzenia rejestrującego obraz lub dźwięk, o czym należy przed uruchomieniem urządzenia uprzedzić osoby uczestniczące w czynności.
Zasada jest zatem taka, że czynności są rejestrowane tylko wtedy, gdy prowadzący czynność tak postanowi. Od zasady tej są tak naprawdę 2 wyjątki, gdy rejestracja jest obligatoryjna:
Przesłuchanie świadka lub biegłego utrwala się za pomocą urządzenia rejestrującego obraz i dźwięk, gdy zachodzi niebezpieczeństwo, że przesłuchanie tej osoby nie będzie możliwe w dalszym postępowaniu lub przesłuchanie następuje w formie zdalnej (147 § 2 kpk);
Przesłuchania w tzw. “blue roomie” (147 § 2a kpk).
Dodatkowo, art. 147 § 2b kpk wskazuje, że nagrywa się również zapis dźwięku i obrazu rozprawy, chyba że “jest to niemożliwe ze względów technicznych”, co jak praktyka pokazuje, jest raczej regułą, niż wyjątkiem i sprowadza się do stwierdzenia przewodniczącego składu sędziowskiego, że “odstąpiono od rejestracji ze względu na brak możliwości technicznych”.
Uprzedzając pytania i wątpliwości, wskazać należy, że dodatkowo istnieje możliwość złożenia wniosku o rejestrowanie przez stronę rozprawy za pomocą urządzenia rejestrującego dźwięk (art. 358 kpk), przy czym przewodniczący może zawsze odmówić, jeśli stoi to w konflikcie z prawidłowym przebiegiem postępowania. Rejestrowanie jest oczywiście wykluczone, jeśli rozprawa prowadzona jest z wyłączeniem jawności, zaś postępowanie przygotowawcze ze swej istoty ma charakter niejawny.
O konieczności rejestrowania każdej czynności postępowania środowiska prawnicze mówią od wielu lat, zaś jeśli chodzi o mnie, to słyszę ten postulat od jakichś dwóch dekad, przy czym za każdym razem osoby odpowiedzialne za inicjatywę ustawodawczą odpowiadają dwoma argumentami:
Nie ma na to środków;
Gdyby odtwarzać zapis czynności na rozprawie, przyczyniłoby się to do przewlekłości postępowania.
Co do argumentu pierwszego, to on jest oczywiście zawsze dobry, skoro nie ma pieniędzy, to nie ma i po co drążyć. O ile wiem, to w niejednej prokuraturze brakuje pieniędzy nawet na papier do drukarek, więc…
Oczywiście nie da się takich czynności po prostu zarejestrować telefonem osobistym czy nawet służbowym, bo zawsze takie nagranie będzie potem kwestionowane, że było zmieniane, manipulowano przy nim itd. Szczegółowe warunki rejestracji czynności określa zresztą Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 11 stycznia 2017 r. w sprawie utrwalania obrazu lub dźwięku dla celów procesowych w postępowaniu karnym i nie przewiduje odstępstw od zasad.
Argument drugi rzeczywiście jest poważniejszy; faktem jest, że odczytanie protokołu jest czynnością o wiele mniej czasochłonną, niż odtworzenie nagrania. Łatwiej też jest odnaleźć w pisemnym protokole twierdzenia odnoszące się do faktów sprawy; nagranie z kolei pozwala uchwycić nie tylko wypowiedzi osoby przesłuchiwanej, lecz również jej reakcje emocjonalne, gesty itd., a zatem ująć pełniej przebieg protokołowanej czynności. Problematyczny jest również art. 147 § 3 kpk, który mówi, że jeżeli czynność procesową inną niż rozprawa utrwala się za pomocą urządzenia rejestrującego dźwięk albo obraz i dźwięk, protokół można ograniczyć do zapisu najbardziej istotnych oświadczeń osób biorących w niej udział – co wymaga albo późniejszego sporządzenia transkrypcji (znowu – pieniądze!), albo czasochłonnego i wielokrotnego odtwarzania zapisu z czynności, by móc następnie przełożyć treść oświadczeń świadków choćby do uzasadnienia wyroku. Nic natomiast nie stałoby na przeszkodzie traktować zapis audiowizualny jako element pomocniczy do protokołu pisemnego – choćby aby móc zweryfikować zgodność protokołu pisemnego z wypowiedziami osoby przesłuchiwanej.
Wydaje się zatem, że postulaty bezwzględnego rejestrowania czynności w postępowaniu karnym nie zostaną w najbliższej przyszłości zrealizowane.
Dodam, że nigdy nie miałem okazji zaobserwować rejestracji przesłuchania świadka lub podejrzanego w postępowaniu przygotowawczym (z wyjątkiem przesłuchań w blue roomach), aczkolwiek rejestrowanie jest chyba dość częste przy innych czynnościach, takich jak przeszukanie lub oględziny.
3. W 4 godziny przesłuchania zapisano tylko 9 stron protokołu? To niemożliwe!
Jeżeli ktoś kiedykolwiek uczestniczył w czynności przesłuchania świadka, zdaje sobie sprawę, że jednoczesne słuchanie i spisywanie protokołu jest czynnością czasochłonną. Umiejętność protokołowania w czasie rzeczywistym nie jest umiejętnością powszechną wśród przedstawicieli organów ścigania i – jak należy zakładać – wśród ogółu populacji. Inaczej kursy maszynopisania nie byłyby tak kosztowne.
Normalnie przesłuchanie wygląda w taki sposób, że osoba przesłuchiwana wypowiada 2-3 zdania, jest proszona o przerwę dla odnotowania i dopiero wtedy może kontynuować swoją wypowiedź. Poza tym, osoba przesłuchiwana ma prawo składać uwagi do protokołu, jeśli jej wypowiedzi zostały odnotowane niedokładnie. Normalną praktyką jest drukowanie protokołu “roboczego”, który przesłuchiwany sobie najpierw odczyta, potem zgłosi uwagi, następnie uwagi zostaną wciągnięte do protokołu głównego, który po wydrukowaniu dopiero jest podpisywany przez osobę przesłuchiwaną oraz inne osoby, uczestniczące w czynności.
Nie jest niczym nadzwyczajnym, że w ciągu 4 godzin powstało raptem 9 stron maszynopisu.
4. Protokół został sfałszowany
Protokół, który został opublikowany przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, wyraźnie zawierał parafkę osoby przesłuchiwanej na każdej stronie oraz jej podpis pod protokołem. Barbara Skrzypek potwierdziła swoim podpisem, że zapoznała się z treścią protokołu i nie zgłasza doń żadnych uwag. Nie przekonują w żaden sposób uwagi, jakoby miała problemy ze wzrokiem (chyba mogła mieć okulary korekcyjne), a jeśli nawet – protokół mógł jej zostać odczytany. Nikt natomiast nie powinien podpisywać protokołu, o którym uważa, że jest niedokładny lub zawiera twierdzenia, które nie padły.
Rzucanie podobnych oskarżeń w świetle tych faktów jest co najmniej niepoważne.
5. Odmówiono Barbarze Skrzypek uczestnictwa pełnomocnika i naruszono jej prawo do obrony (sic!)
Zacząć oczywiście należy od tego, że Barbara Skrzypek nie była podejrzaną, tylko świadkiem, i żadne prawo do obrony jej nie przysługiwało.
Zgodnie z treścią ujawnionego protokołu, pełnomocnik świadka nie został dopuszczony z uwagi na to, że organ uznał, że interes świadka nie wymaga obecności pełnomocnika.
Jest to oczywiście jak najbardziej legalne, co wynika z treści art. 87 § 3 kpk. Przepis ten jest skonstruowany w taki sposób, że uzależnia udział pełnomocnika od w zasadzie w pełni uznaniowej decyzji prowadzącego postępowanie – gdyż co prawda na zarządzenie prokuratora w tym przedmiocie przysługuje zażalenie, ale zasadniczo nie wstrzymuje wykonania czynności przesłuchania. Świadek może odmówić złożenia zeznań bez pełnomocnika do czasu rozpoznania zażalenia – ale naraża się wówczas na odpowiedzialność porządkową w postaci kary pieniężnej do 3000 zł – i może co najwyżej mieć nadzieję, że kara zostanie następnie uchylona.
Reguły dopuszczania pełnomocników dla świadka są zatem nieprzejrzyste i zdecydowanie wymagają korekty. Zdaje się, że Naczelna Rada Adwokacka formułuje postulat, by organ postępowania w ogóle nie mógł decydować o tym, czy świadek może ustanowić pełnomocnika, co również jawi się jako wątpliwe rozwiązanie – organ musi mieć też możliwość weryfikacji, czy w danym konkretnym przypadku nie istnieje na przykład potencjalny konflikt interesów, albo czy obecność pełnomocnika z jakichkolwiek przyczyn – na ogół pokrewnych czy pochodnych od ryzyka konfliktu interesów – nie wpłynie krępująco na świadka i treść jego zeznań; to oczywiście są tylko dwa możliwe przykłady.
Osobiście uważam, że poza wyjątkowymi sytuacjami, jeden pełnomocnik nie może reprezentować więcej niż jednego świadka w postępowaniu karnym, gdyż już sama rozbieżność między relacją świadka nr 1 a świadka nr 2 w niektórych przypadkach może prowadzić do tego, że wobec któregoś z nich zostanie wszczęte postępowanie np. o składanie fałszywych zeznań. Samo przyjmowanie pełnomocnictwa w takiej sytuacji jest proszeniem się o kłopoty. Jednoczesne reprezentowanie świadka i obrona podejrzanego również jest sytuacją bardzo niebezpieczną – jak należycie bronić klienta i jednocześnie reprezentować świadka, który go obciąża? Wydaje się to dopuszczalne jedynie w sytuacji, w której podejrzany bez zastrzeżeń przyznaje się do winy i zamierza złożyć wniosek o dobrowolne poddanie się karze – a zawsze może się potem rozmyślić, co i tak rodzi konieczność wypowiedzenia zarówno pełnomocnictwa świadkowi, jak i stosunku obrończego podejrzanemu/oskarżonemu.
Niestety, rzucane w przestrzeń postulaty modyfikacji procedury karnej nie zawierają jakichkolwiek rozwiązań wyżej przytaczanych problemów, analogicznie np. do art. 85 kpk (obrona kilku podejrzanych bądź oskarżonych). Inna rzecz, czy dopuszczalne jest zastosowanie w takiej sytuacji art. 317 § 2 kpk: “W szczególnie uzasadnionym wypadku prokurator może postanowieniem odmówić dopuszczenia do udziału w czynności ze względu na ważny interes śledztwa albo odmówić sprowadzenia oskarżonego pozbawionego wolności, gdy spowodowałoby to poważne trudności.“ – przepis ten zasadniczo odnosi się tylko do stron i ich pełnomocników; świadek stroną oczywiście nie jest, natomiast wydaje się dopuszczalne stosowanie tego przepisu przez analogię, bo skoro można odmówić udziału w czynności np. obrońcy albo pełnomocnikowi pokrzywdzonego, to tym bardziej można to zrobić w odniesieniu do pełnomocnika świadka – a maiori ad minus.
Osobiście nigdy nie zetknąłem się z odmową dopuszczenia do udziału w czynności jako pełnomocnik świadka; raz tylko policjant próbował mnie przekonać, że moja obecność jest zbędna i że nie trzeba, przy czym udziału w czynności mi nie odmówił. Decyzja w tym przedmiocie akurat w tym przypadku powinna była należeć do klienta.
Trzeba też wskazać, że udział takiego pełnomocnika jest mocno ograniczony – jego rolą jest w zasadzie głównie interweniowanie w sytuacji, gdy organ zadaje świadkowi pytania sugerujące, lub narażające go na ryzyko odpowiedzialności karnej, jak również składanie zastrzeżeń do protokołu; zasadniczo może również zadawać pytania do świadka, ale tylko w zakresie dotyczącym bezpośrednio jego interesów i w praktyce – raczej za zgodą prowadzącego przesłuchiwanie (a jeśli pytania są uchylane, to ponownie – jedynie uwaga do protokołu czynności), wreszcie podpisanie protokołu.
W przestrzeni publicznej pojawiają się też spekulacje, że pełnomocnik nie został dopuszczony do udziału w czynnościach ze względu na fakt, iż w wielu postępowaniach reprezentował Jarosława Kaczyńskiego – tutaj oczywiście uwagi o konflikcie interesów powyżej, natomiast moim zdaniem, jeśli prokurator widziała ryzyko zaistnienia takiego konfliktu interesów, powinna była wydać postanowienie w trybie art. 317 § 2 kpk i napisać wprost o tej przyczynie, powołując się na dobro postępowania, wskazując jakie konkretnie przesłanki przemawiają za wyłączeniem konkretnej osoby od udziału w czynności. Osobiście, na jej miejscu w takiej sytuacji oświadczyłbym wprost, dlaczego uważam, że udział tej konkretnej osoby może stanowić zagrożenie dla prawidłowości postępowania i przedstawił 2 opcje: wyznaczamy kolejny termin przesłuchania, na który świadek może stawić się z innym pełnomocnikiem, albo przechodzimy do przesłuchania, ale bez udziału pełnomocnika. Stosowanie różnych forteli proceduralnych nie służy budowaniu zaufania do organów publicznych. Tymczasem ostrożnie podejrzewam, że mogło tutaj zadecydować stanowisko: “szkoda czasu, jak już wszyscy się stawili, to nie będziemy kombinować z nowym terminem”.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie opublikowała uzasadnienie pisemne zarządzenia o odmowie dopuszczenia pełnomocnika dla świadka, dostępne jest pod adresem: https://www.gov.pl/web/po-warszawa/publikacja-uzasadnienia-zarzadzenia-z-dnia-12-marca-2025-r-o-odmowie-dopuszczenia-do-udzialu-w-postepowaniu-pelnomocnika-osoby-nie-bedacej-strona
Z uzasadnienia zarządzenia wynika, że prokurator prowadząca postępowanie konsekwentnie stoi na stanowisku, iż podstawą odmowy udzielenia zgody na ustanowienie pełnomocnika dla świadka był mimo wszystko art. 87 § 3 kpk, czyli przyjęcie, że nie istniało ryzyko naruszenia praw świadka. W gruncie rzeczy, skoro już takie zarządzenie zostało wpisane do treści protokołu przesłuchania, to trudno byłoby się z niego teraz wycofywać i powoływać okoliczności związane z wyżej wspomnianym konfliktem interesów, czyli art. 317 kpk jako podstawę rozstrzygnięcia. Podkreślić natomiast należy, że skoro prokurator nie dopatrzyła się zagrożeń w udziale pełnomocnika dla prawidłowości postępowania – a przynajmniej nie wynika to z uzasadnienia – to przecież nic nie stało na przeszkodzie, aby zezwolić na jego udział w czynności, tertium non datur. Decyzja odmowna jawi się zatem jako wysoce arbitralna.
Zasadniczo wywód prawny nie budzi zastrzeżeń, z wyjątkiem poniższego fragmentu:
Z całą pewnością nie są to jedyne osoby, którym przysługuje prawo do ustanowienia pełnomocnika. i nie można tego kręgu sztucznie zawężać. Uzasadnienie tymczasem akcentuje fakt, że Barbara Skrzypek była jedynie świadkiem i nie było żadnych planów przedstawienia jej zarzutów, co poniekąd jest zgodne z treścią ujawnionego protokołu – pytania do świadka były dość precyzyjne i zorientowane na uzyskanie odpowiedzi na konkretne kwestie. Jeśli nawet, to w tak zarysowanych okolicznościach nic nie stało na przeszkodzie, by jednak ten pełnomocnik został do udziału dopuszczony – choćby jego rola ograniczać się miała do samej tylko obecności w celu dodania otuchy – zwłaszcza, że było to w interesie samej prokuratury, aby nikt potem nie snuł różnych teorii spiskowych o “sfałszowanych protokołach”. Jeśli zaś istniała obawa związana z konfliktem interesów, to wówczas jest inny przepis proceduralny, który pozwala ewentualnym niebezpieczeństwom zapobiec. Reasumując, nie wszystko, co jest formalnie zgodne z prawem, jest słuszne i właściwe.
6. A dlaczego Barbara Skrzypek nie mogła mieć pełnomocnika, a było dwóch pełnomocników Gerarda Birgfellnera?
Gerard Birgfellner jest w tym postępowaniu stroną – występuje jako pokrzywdzony i przysługuje mu inicjatywa dowodowa.Zasady udziału stron w czynnościach dowodowych określają art. 315-318 kpk, których lektura pozwala na wniosek, że można wyróźnić 4 kategorie czynności:
Czynności dokonywane na wniosek strony;
Czynności, których nie można powtórzyć na rozprawie;
Sporządzenie opinii przez biegłych lub przesłuchanie w charakterze biegłego;
Inne czynności śledztwa (np. podejmowane z urzędu czynności, które nie należą do kategorii z pkt 2-3).
Zasada jest taka, że strona i jej pełnomocnik (lub obrońca) zawsze mają prawo wziąć udział w czynnościach dokonywanych na ich wniosek. Przy czynnościach niepowtarzalnych oraz przesłuchaniu biegłych wyjątek stanowi sytuacja, w której podejrzany jest pozbawiony wolności (np. tymczasowo aresztowany), a jego sprowadzenie mogłoby powodować zwłokę, w następstwie której dowód zostanie utracony lub zniekształcony. Jedynie przy czynnościach prowadzonych z urzędu stronom i ich reprezentantom można w wyjątkowych sytuacjach odmówić udziału w czynności ze względu na ważny, dostatecznie skonkretyzowany interes śledztwa albo odmówić sprowadzenia podejrzanego/oskarżonego pozbawionego wolności, gdy spowodowałoby to poważne trudności.
Nie wiadomo, czy przesłuchanie Barbary Skrzypek było czynnością dokonaną z inicjatywy pokrzywdzonego lub jego pełnomocników – wówczas przepisy nawet nie zezwalają na wyłączenie strony lub jej pełnomocnika od czynności. Jeśli przeprowadzono ją z urzędu, to odmowa ich dopuszczenia wymagałaby wskazania przez prokuratora konkretnych okoliczności, uzasadniających obawę zagrożenia dla interesu śledztwa – co zasadniczo trudno jest sobie wyobrazić w sytuacji, w której dwóch pełnomocników reprezentuje jednego pokrzywdzonego (ale nie wtedy, gdy jeden pełnomocnik reprezentuje dwóch klientów – wówczas znów może potencjalnie mieć miejsce konflikt interesów, przy czym należy go dokładnie wskazać).
Niniejszy wpis został zainspirowany informacją, że prokurator Ewa Wrzosek złożyła zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia na jej szkodę przestępstwa, polegającego na groźbach karalnych ze strony Jacka Ozdoby, które to groźby miały być formułowane w dniu 17 marca bieżącego roku pod siedzibą Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jacek Ozdoba, stojąc wówczas w otoczeniu innych polityków, wypowiedział następujące słowa: “ja ją popchnę, niech spie***la”. Poseł Marek Suski ostrzegał go wówczas, żeby nie pchnął za mocno, by “się nie przewróciła”.
Historia wraz z nagraniami video opisana jest dokładnie np. tutaj:
Z treści artykułu wynika, że prokurator Wniosek uznała, że zachowanie Jacka Ozdoby wyczerpało znamiona czynu z art. 190 § 1 Kodeksu karnego, przy jednoczesnym zaostrzeniu odpowiedzialności karnej w oparciu o art. 57a § 1 kk, czyli groźby karalnej w warunkach tzw. czynu chuligańskiego.
Co zatem mówi art. 190 § 1 Kodeksu karnego? “Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub na szkodę osoby dla niej najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w osobie, do której została skierowana lub której dotyczy, uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.
Elementy niezbędne dla zaistnienia groźby pozornie są raptem dwa:
zapowiedź popełnienia jakiegoś przestępstwa na szkodę adresata lub osoby dla niego najbliższej;
uzasadniona obawa spełnienia groźby u adresata lub osoby mającej być obiektem przyszłego przestępstwa.
Niby proste, ale nie do końca, ponieważ te dwie części i tak należy rozebrać na czynniki pierwsze, by zrekonstruować treść normy, wynikającej z przepisu.
Pojęcie przestępstwa, które jest przedmiotem wypowiedzi, zawiera się w art. 1 § Kodeksu karnego:
§ 1. Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia.
§ 2. Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma.
§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, jeżeli nie można mu przypisać winy w czasie czynu.
Jednakże, nie sposób na tym poprzestać, albowiem czynem zabronionym jest również wykroczenie, zdefiniowane w art. 1 Kodeksu wykroczeń. Tym samym, dla precyzji, należy mieć również na uwadze art. 7 kk:
§ 1. Przestępstwo jest zbrodnią albo występkiem.
§ 2. Zbrodnią jest czyn zabroniony zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3 albo karą surowszą.
§ 3. Występkiem jest czyn zabroniony zagrożony grzywną powyżej 30 stawek dziennych albo powyżej 5000 złotych, karą ograniczenia wolności przekraczającą miesiąc albo karą pozbawienia wolności przekraczającą miesiąc.
Mamy zatem jasność, że odpowiedzialności karnej za groźbę karalną podlega zapowiedź popełnienia czynu, który jest zbrodnią lub występkiem, a zatem czynem przynajmniej zagrożonym karą grzywny powyżej 30 stawek dziennych, powyżej 5000 zł lub karą ograniczenia wolności przekraczającą miesiąc bądź też karą pozbawienia wolności, przekraczającą miesiąc. Do znamion czynu nie należy zapowiedź popełnienia wykroczenia, a więc czynu zabronionego, który zagrożony jest karą łagodniejszą. Nie ma przy tym znaczenia, czy przedmiotowe przestępstwo opisane jest w Kodeksie karnym, czy w innej ustawie (np. art. 107 Ustawy o ochronie danych osobowych), choć wydaje się poniekąd oczywiste, że np. czyny karnoskarbowe pozostają poza optyką tego przepisu – Skarbowi Państwa nie da się skutecznie grozić.
Zasadniczo do elementów konstrukcyjnych przestępstwa należy też szkodliwość społeczna, przekraczająca tzw. subminimalny poziom, oraz możliwość przypisana winy – niemniej, przy ocenie, czy sprawca groził popełnieniem przestępstwa, z reguły nie ma możliwości odniesienia się do tych kwestii, albowiem nie sposób przewidzieć, czy zapowiadany czyn będzie szkodliwie społeczny oraz czy będzie zawiniony, dopóki sprawca swej groźby nie zrealizował.
“Osobą najbliższą”, która może być potencjalną ofiarą zapowiadanego przestępstwa, jest małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu (art. 115 § 11 kk).
Zarówno orzecznictwo, jak i doktryna przyjmują zgodnie i konsekwentnie, że groźba nie musi być wyrażona wprost, tj. werbalnie, pisemnie itd., lecz wystarczające jest każde zachowanie sprawcy, które dostatecznie ujawnia jego zamiar – może to być np. wymachiwanie nożem przed twarzą ofiary, gest (choćby symulowane “podrzynanie gardła”) itd. Nacisk tutaj należy położyć na to, by komunikat sprawcy był wystarczający do odczytania intencji – np. słowa “będziesz miał poważne problemy” same z siebie mogą oznaczać wiele rzeczy – to może być równie dobrze zapowiedź użycia przemocy, jak i np. wszczęcia postępowania cywilnego o ochronę dóbr osobistych albo zawiadomienie nadzoru budowlanego o samowoli budowlanej. Istotny jest kontekst, który oczywiście podlega ocenie.
Przenosząc to na grunt komentowanej sprawy, przyjąć można, że Jacek Ozdoba deklarował słownie gotowość do co najmniej naruszenia nietykalności cielesnej Ewy Wrzosek, co rzeczywiście jest przestępstwem, opisanym w art. 217 Kodeksu karnego.
To natomiast nie wystarczy, by uznać, że rzeczywiście miała miejsce groźba karalna. Przestępstwo z art. 190 kk jest – zgodnie z zasadą wyrażoną w art. 8 kk zdanie drugie – przestępstwem umyślnym. Oznacza to, że sprawca musi mieć chęć wywołania u adresata ofiary jakiejś reakcji psychologicznej (stanu obawy o swoje zdrowie, życie, mienie, względnie osoby najbliższej), albo przynajmniej zakładać, że taka reakcja może zostać wywołana i się na to godzić. Warunkiem podstawowym jest zatem to, że działanie sprawcy musi obejmować zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym również to, że groźba do adresata rzeczywiście dotrze. Sąd Najwyższy w wyroku z 3.03.2022 r., sygn. akt IV KK 307/21 wskazuje na przykład:
(…) Należy podkreślić, że zgodnie z tym przepisem karane jest zachowanie polegające na grożeniu innej osobie, zaś groźba ma u niej wzbudzić uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. Przepis ten
nie wymaga, by groźba została wyrażona w obecności tej osoby i bezpośrednio do niej skierowana. Groźba może zostać przekazana pokrzywdzonemu przez osobę trzecią lub innym sposobem komunikacji. Niemniej w każdym przypadku zamiarem sprawcy musi być dotarcie informacji zawierającej treść groźby do osoby, wobec której jest ona skierowana. Zamiarem sprawcy musi być bowiem objęte zachowanie, które stanowi atak na wolność konkretnej osoby. (…)
Analizując to, co wiadomo o sprawie, można powziąć wyraźne wątpliwości, czy rzeczywiście zrealizowano znamiona groźby karalnej na szkodę Ewy Wrzosek. Europoseł Ozdoba – co wywnioskować można z okoliczności, w których został nagrany – nie kierował swoich słów do Ewy Wrzosek, lecz do swoich kolegów z partii, a trudno zakładać, by spodziewał się, że przekażą jego słowa bezpośrednio zainteresowanej. Wydaje się zatem, że Jacek Ozdoba, gdy zapowiadał, że użyje wobec Ewy Wrzosek przemocy, nie miał zamiaru jej grozić, a jedynie pochwalić się przed kolegami swoją odwagą oraz sprawnością fizyczną – po ich reakcji można zresztą wywnioskować, że autentycznie im zaimponował.
Kolejnym elementem czynu jest realna obawa spełnienia groźby, oceniana według kryteriów obiektywnych. Tutaj oczywiście pojawia się pytanie, czy Jacek Ozdoba byłby zdolny poradzić sobie w walce z dorosłą kobietą, aczkolwiek okoliczności wskazują, że nie jest to kwestia przesądzająca. Można sobie wyobrazić bowiem, że Jacek Ozdoba dokonuje jakiegoś podstępnego ataku z zaskoczenia, a poza tym, towarzyszyli mu koledzy. Hipotetycznie zatem uznać należy, że gdyby słowa europosła Ozdoby dotarły do prokurator Wrzosek, miałaby ona prawo obawiać się realizacji groźby.
Reasumując, biorąc pod uwagę opisywane publicznie okoliczności zdarzenia, możliwość przypisania Jackowi Ozdobie odpowiedzialności za groźbę karalną wydaje się raczej niepewna i wątpliwa, a to z uwagi na to, że raczej nie miał on intencji, by jego zapowiedzi do pokrzywdzonej rzeczywiście dotarły, a wyszło to raczej przypadkiem – nie zdawał on sobie chyba sprawy z tego, że w ogóle jest nagrywany. Inną oczywiście kwestią jest moralna ocena tego zachowania, przy czym zdaje się, że między wierszami opisałem wyżej, co o tym sądzę i co wydaje się chyba dość oczywiste.